Na sprawiedliwość czasem trzeba nieco dłużej poczekać, lecz ta prędzej czy później upomina się o swoje. Tak było i tym razem. 25 grudnia, w świąteczny poranek kierujący Punto przeprowadził nieplanowany „crash test". Wynik okazał się remisowy – zarówno samochód, jak i latarnia zakończyły to bliskie spotkanie w równie kiepskim stanie. Teraz przyszła pora na surowe konsekwencje dla sprawcy tego zdarzenia.
25 grudnia 2025 roku o godzinie 6.40 policjanci z pabianickiej „drogówki" pojechali na ulicę Łaską, gdzie doszło do poważnie wyglądającego zdarzenia drogowego. Interweniujący funkcjonariusze zastali pod wskazanym adresem Fiata Punto rozbitego o przydrożną latarnię.
- Siła zderzenia była tak duża, że słup oświetleniowy złamał się, a jego elementy częściowo leżały na jezdni. Na miejscu nie było kierującego. Z relacji świadków wynikało, że ten uciekł pieszo. Potwierdziły to również nagrania z kamer monitoringu, na których wyraźnie było widać moment zdarzenia. Okazało się, że mężczyzna podróżujący osobówką na wysokości ulicy Wspólnej stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w słup, znak i sygnalizator - relacjonuje podkomisarz Agnieszka Jachimek, oficer prasowy KPP Pabianice.
Zaraz po tym, z auta wybiegł pasażer, a za nim kierujący. Po kilku minutach ten drugi wrócił do rozbitego Fiata i pospiesznie zerwał z niego tylną tablicę rejestracyjną. Następnie uciekł z miejsca zdarzenia i… chwilę później pojawił się na nim ponownie. Tym razem w celu zdemontowania przedniej tablicy. Kiedy cel swój osiągnął - bezpowrotnie zniknął.
Jeszcze tego samego dnia, o godzinie 11.15 do Komendy Powiatowej Policji w Pabianicach zgłosił się mężczyzna twierdząc, że to on jest sprawcą zdarzenia. Jednak jego wizerunek znacząco odbiegał od tego, co zarejestrowały kamery. Funkcjonariusze przyjęli do wiadomości jego tłumaczenia, ale tematu nie zamknęli.
- Po żmudnych czynnościach wykrywczych, analizie dostępnych materiałów, śladów oraz skrupulatnej i dociekliwej pracy funkcjonariusza zajmującego się sprawą, sprawca został ustalony. Był nim członek rodziny 27-latka, który chciał wziąć winę na siebie. 19-latek przyznał się do zarzucanego mu czynu i dobrowolnie poddał karze - mówi podkomisarz Agnieszka Jachimek.
Nastolatek odpowie za spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym oraz jazdę bez uprawnień. Dodatkowo kamery monitoringu zarejestrowały, jak w trakcie powrotów do miejsca zdarzenia dwukrotnie przebiegał przez jezdnię na czerwonym świetle oraz w miejscu niedozwolonym. Za popełnione wykroczenia również spotka go odpowiednia kara.
- Ta historia pokazuje, że od odpowiedzialności nie da się uciec – nawet zacierając ślady, licząc na to, że ktoś inny weźmie winę na siebie. Na kombinowaniu można stracić podwójnie, a konsekwencje prędzej czy później i tak dotrą pod właściwy adres i do konkretnej osoby. Dzięki skrupulatnym czynnościom wykonanym przez funkcjonariuszy z pabianickiej komendy, a w szczególności przez policjanta z Zespołu ds. Wykroczeń zajmującego się sprawą, młody Pabianiczanin wyciągnie właściwe wnioski z zaistniałego zdarzenia. Organy ścigania działają cierpliwie i skutecznie, a na sprawiedliwość czasem trzeba nieco dłużej poczekać - podsumowuje podkomisarz Agnieszka Jachimek.